Spacerując wczoraj po lesie, zatęskniłem za śniegiem. Tak wiem, zima dopiero co ustępuje wiośnie. Jeszce pamiętam dokuczające mi niedawno zimno. Skostniałe wspomnienie, powoli rozgrzewa wesołe kwietniowe słońce. Jednak szeleszcząc po pamiętających ubiegłoroczną jesień liściach, poczułem tęsknotę ze nieskazitelną bielą świeżego śniegu. Wyobrażałem sobie (wczoraj, wciąż jeszcze…) nagi, pozbawiony liści las zasypany sypkim, trzeszczącym pod nogami puchem.

Za chwilę las zgęstnieje, wybuchnie zielenią i zacznie oddychać. Wiosenny deszcz szumieć będzie w konarach, dudnił o liście. Drzewa zaczną kołysać się w wietrzne dni.

A ja zatęskniłem za śpiącym, odludnym, białym lasem. Za zimową ciszą.

————————————————————-

Zapraszam do wysłuchania White, improwizacji na białych klawiszach.


Minęło sporo czasu…

Trzeba pisać.

Oddzielam to co było od tego co będzie grubą szarą linią.

Zabieram się znowu do pisania – tekstów i muzyki.

Jeżeli Inspiromat Część Druga jest dla Ciebie częścią Pierwszą, wiedz że pod każdą z notek czeka na wysłuchanie fragment muzyki.

Zaczynam od Tripa, ponieważ jest to mój ostatni u-twór. Zamierzam otrząsnąć się z apatii i zacząć pisać znów.

Trip jest niedokończony, niedorobiony, nietakijakmiałbyć, ale jest. I w pewnym sensie taki już będzie. Awaria dwóch dysków twardych, tego z oryginałem i kopią roboczą, oraz tego z kopią archiwalną, nawszelkiwypadkową – uniemożliwiły mi dorobienie powyższego.

Zapraszam do słuchania w pierwszej kolejności. Jak coś napiszę zaproszę też do czytania.

————————————————————-

Zapraszam na przejażdzkę.   [Trip.mp3]


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.